Close

ŁUKASZ DUTKA

REDAKTOR NAPISÓW DLA NIESŁYSZĄCYCH

ldutka


Mieszkam w kamienicy na warszawskim Muranowie i codziennie mijam na klatce wyjątkowo nieprzyjemną starszą sąsiadkę, która nawet nie odpowiada na moje “Dzień dobry”. Nigdy nie zamieniliśmy ze sobą więcej niż kilka słów, a jednak łączy nas wyjątkowa więź. Gdy mijam okna jej mieszkania na parterze, zwykle przez firankę widzę włączony telewizor i zawsze, ale to zawsze włączone są napisy, często “moje” napisy. Uśmiecham się za każdym razem, gdy przechodzę obok tego konkretnego okna, bo wiem, że potrzebujemy się nawzajem. Dzięki mojej pracy ta pani może obejrzeć plotkarski magazyn albo wraz z córką i wnuczką śledzić perypetie bohaterów ulubionej telenoweli. Ja dzięki niej wiem, że moja praca jest potrzebna. 

Choć za napisami dla niesłyszących kryją się różne grupy odbiorców, których potrzeby także są różne, to dobrze zrobione napisy nikomu nie przeszkadzają, a zawsze pomagają. Komu są potrzebne? Tak naprawdę wszystkim. Jako dzieciak oglądałem zagraniczne kanały telewizyjne z napisami dla niesłyszących, w ogóle nie rozumiejąc, po co zawierają opisy dźwięków albo dlaczego niektóre napisy są oznaczone kolorami (pomaga to w identyfikacji mówiącej osoby). 

Jako nastolatek już świadomie włączałem napisy, by pomagać sobie w nauce języków. Dziś włączam je mojemu chrześniakowi, by w atrakcyjny sposób zachęcić go do ćwiczenia czytania. Znajomych Hiszpanów uczących się polskiego zachęcam do oglądania z napisami polskiej telewizji. Z babcią oglądamy wieczorem wiadomości z napisami, gdy gorzej słyszę po męczącym dniu. Na zagranicznej konferencji wspieram się symultanicznym przekazem tekstowym, kiedy po obiedzie krew odpływa z mózgu w kierunku żołądka, a mój lotny umysł boleśnie zwalnia, lub gdy prelegent mówi z trudnym akcentem. Marzę o napisach oglądając “niemy” kanał informacyjny na dworcu kolejowym czy w gwarnym barze. Moja siostra włącza napisy i wyłącza dźwięk, gdy wreszcie uda jej się uśpić ukochanego synka.

Przed niektórymi napisy otwierają dotychczas zamknięte drzwi, innym pozwalają łatwiej i lepiej rozumieć, wszystkim dają szansę by być razem i odbierać wspólnie z innymi. Dla nas, twórców napisów, radość z ich tworzenia wynika także z szansy na niezwyczajny odbiór filmów. Przygotowywanie napisów do 90-minutowego filmu może oznaczać, że ogląda się go klatka po klatce przez kilkanaście godzin. Niektóre filmy zyskują przy tak intymnym kontakcie. Pamiętam skandalizujący film “Szamanka” Andrzeja Żuławskiego, który nie przemówił do mnie w kinie, a po latach odebrałem go na nowo, dużo głębiej. Dopiero tworząc napisy, zwróciłem uwagę na dźwięki bębnów, które sygnalizowały momenty, gdy bohaterka wchodziła w trans. Napisy pozwoliły mi “zobaczyć” i “usłyszeć” więcej. Chciałbym, by każdy dostał taką szansę.